-Andrew pomóż mi proszę.-poprosiłam mojego wspaniałego brata o wciągnięcie ostatnich rzeczy na górę.
Pokiwał tylko głową i wysiadł z samochodu. Obaj obładowani kartonami weszliśmy do bloku.
-Nie chciałaś zamieszkać w lepszym bloku. Takim z windą?-zapytał obserwując każdy zakamarek
Mieszkać w luksusowej dzielnicy w najdroższym bloku w mieście? NIE. Nie chciałabym wyróżniać się z tłumu. Przecież na tym mi zależy.
-Oj, nie przesadzaj.-odparłam na odczepkę.
Blok nie był wyjątkowy, piękny. Blok jak blok. Andrew co chwilę klną pod nosem, chociaż wiedział jak ja tego nie nawidzę.
Przeszedł koło nas jakiś chłopak cały wytatułowany z piercingiem gdzie tylko się dało. Schodząc popchną mojego brata, który uderzył o barierkę.
Dupek.
-Uważaj! -syknęłam i tyle go widziałam
Znikną tak szybko jak go zobaczyłam. Za nim unosiła się bezbarwna woń. Obaj z bratem zareagowaliśmy. Spojrzeliśmy na siebie.
Narkotyki.
-Szybciej z tąd wyjedziesz niż się wprowadzisz.-uśmiechną się mój brat
Przekręciłam oczami i postawiliśmy kartony przed drzwiami do mojego mieszkania. Zapomniałam o kluczu.
-Zapomniałam o kluczu. Leży w samochodzie w małym schowku.-przedstawiłam sytuację
Andrew pokiwał tylko głową i zbiegł po klatce. Z mieszkania obok dobiegały śmiechy obcych osób. Wyjęłam z kartonu lusterko i zaczęłam się przeglądać. W jednym momencie wyślizgnęło mi się z ręki i z hukiem roztrzaskało się na klatce.
Pięknie i idealnie.
Oparłam się o drzwi do mojego mieszkania czekając na brata.
-Co tu się kurwa dzieje?-zapytał wychylający się chłopak z mieszkania.
Pokiwał tylko głową i wysiadł z samochodu. Obaj obładowani kartonami weszliśmy do bloku.
-Nie chciałaś zamieszkać w lepszym bloku. Takim z windą?-zapytał obserwując każdy zakamarek
Mieszkać w luksusowej dzielnicy w najdroższym bloku w mieście? NIE. Nie chciałabym wyróżniać się z tłumu. Przecież na tym mi zależy.
-Oj, nie przesadzaj.-odparłam na odczepkę.
Blok nie był wyjątkowy, piękny. Blok jak blok. Andrew co chwilę klną pod nosem, chociaż wiedział jak ja tego nie nawidzę.
Przeszedł koło nas jakiś chłopak cały wytatułowany z piercingiem gdzie tylko się dało. Schodząc popchną mojego brata, który uderzył o barierkę.
Dupek.
-Uważaj! -syknęłam i tyle go widziałam
Znikną tak szybko jak go zobaczyłam. Za nim unosiła się bezbarwna woń. Obaj z bratem zareagowaliśmy. Spojrzeliśmy na siebie.
Narkotyki.
-Szybciej z tąd wyjedziesz niż się wprowadzisz.-uśmiechną się mój brat
Przekręciłam oczami i postawiliśmy kartony przed drzwiami do mojego mieszkania. Zapomniałam o kluczu.
-Zapomniałam o kluczu. Leży w samochodzie w małym schowku.-przedstawiłam sytuację
Andrew pokiwał tylko głową i zbiegł po klatce. Z mieszkania obok dobiegały śmiechy obcych osób. Wyjęłam z kartonu lusterko i zaczęłam się przeglądać. W jednym momencie wyślizgnęło mi się z ręki i z hukiem roztrzaskało się na klatce.
Pięknie i idealnie.
Oparłam się o drzwi do mojego mieszkania czekając na brata.
-Co tu się kurwa dzieje?-zapytał wychylający się chłopak z mieszkania.
Mój sąsiad?
-Przepraszam. Upuściłam lusterko. Śpij dalej.-posłałam mu szczery uśmiech
Spojrzał na mnie ze złością.
-Przepraszam.-spojrzałam się na niego
Wybuchł niepochamowanym śmiechem. Bez żadnej odpowiedzi zatrzasną za sobą drzwi.
-Przepraszam. Upuściłam lusterko. Śpij dalej.-posłałam mu szczery uśmiech
Spojrzał na mnie ze złością.
-Przepraszam.-spojrzałam się na niego
Wybuchł niepochamowanym śmiechem. Bez żadnej odpowiedzi zatrzasną za sobą drzwi.
O co mu chodzi?
-Były w innym schowku.-powiedział wbiegając po schodach Andrew wymachując kluczami.
Uśmiechnełam się do niego promiennie. Wnosił pudła do środka, podczas gdy ja mu je podawałam. Po skończonej pracy obaj usiedliśmy na skórzanej kanapie w salonie.
-Muszę się zbierać. Zjaw się u mnie za 2 godziny.-staną na równe nogi Andrew
-Jasne. Do zobaczenia.-odprowadziłam go do drzwi i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek.
Zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam się na te wszystkie kartony i odebrało mi to ochotę do życia.
-Były w innym schowku.-powiedział wbiegając po schodach Andrew wymachując kluczami.
Uśmiechnełam się do niego promiennie. Wnosił pudła do środka, podczas gdy ja mu je podawałam. Po skończonej pracy obaj usiedliśmy na skórzanej kanapie w salonie.
-Muszę się zbierać. Zjaw się u mnie za 2 godziny.-staną na równe nogi Andrew
-Jasne. Do zobaczenia.-odprowadziłam go do drzwi i pożegnaliśmy się buziakiem w policzek.
Zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam się na te wszystkie kartony i odebrało mi to ochotę do życia.
Może poproszę kogoś o pomoc?
Wyszłam na klatkę i zapukałam do jedynych drzwi na tym piętrze.
-Czego?-pojawił się w drzwiach ta sama osoba co wcześniej.
-Czego?-pojawił się w drzwiach ta sama osoba co wcześniej.
Zapowiada się świetnie. Będziemy przyjaciółmi.(ironia)
-Może mógłbyś mi pomóc przy rozpakowywaniu moich rzeczy?-zapytałam uprzejmie
Popatrzył się na mnie z wyższością.
-Po co?-zapytał złośliwie
-Bo jest tego dużo. -wytłumaczyłam się racjonalnie
-Co tam się kurwa dzieje? -zapytał nieznany mi głos.
Właściciel głosu uchylił drzwi szerzej. Natychmiast moje nozdrza dorwały zapach trawki.
-Musicie ?-zapytałam
-Ale co? Zabronisz mi? Tylko masz się nie sprzedać laseczko. Bo wiesz co Ci grozi...-przerwała osoba wychylająca się zza drzwi i przejechał palcem po swojej szyji
-Grozisz mi?-zapytałam z kpiną
-Ja pierdole. Spierdalaj mała. Jutro z Tobą pogadam.-powiedział zatrzaskując drzwi.
-Może mógłbyś mi pomóc przy rozpakowywaniu moich rzeczy?-zapytałam uprzejmie
Popatrzył się na mnie z wyższością.
-Po co?-zapytał złośliwie
-Bo jest tego dużo. -wytłumaczyłam się racjonalnie
-Co tam się kurwa dzieje? -zapytał nieznany mi głos.
Właściciel głosu uchylił drzwi szerzej. Natychmiast moje nozdrza dorwały zapach trawki.
-Musicie ?-zapytałam
-Ale co? Zabronisz mi? Tylko masz się nie sprzedać laseczko. Bo wiesz co Ci grozi...-przerwała osoba wychylająca się zza drzwi i przejechał palcem po swojej szyji
-Grozisz mi?-zapytałam z kpiną
-Ja pierdole. Spierdalaj mała. Jutro z Tobą pogadam.-powiedział zatrzaskując drzwi.
Jutro to ja z Tobą pogadam.
Tyle w temacie. Wkurzona wróciłam do własnego mieszkania. Zapowiada się genialnie mam sąsiada ćpuna. Minęła tak godzina. Z torby wyjęłam czarne legginsy i czarną bokserkę. Poszłam do toalety, przebrałam się i zrobiłam sobie delikatne kreski. Włożyłam trampki. W szpilkach chodzę tylko na siłę. Zarzuciłam białą marynarkę i czarną, skórzaną torbę. Rozejrzałam się po mieszkaniu, żeby się upewnić, że niczego nie zapomniałam. Wyszłam za drzwi zamykając je na klucz. Na klatce spotkałam mojego sąsiada.
-Hola, hola gdzie idziesz?-zapytał bez uczuć
-Do pracy. Tak wogóle jestem jestem Lexi'e.-podałam mu rękę, na co prychną
Postaraj się go zrozumieć...
Wziął głęboki oddech.
-Ja Harry.-wymamrotał wkładając sobie papierosa do ust, trzymającego wcześniej w ręce.
Ładne imię...
-Czym się zajmujesz? -zadał pytanie
Przecież mu nie powiem..
-Pracuje w punkcie informacji.-pokiwałam głową.
Przekręcił głowę na bok i zamknął oczy.
Bez tego metalu na twarzy mógłby być całkiem przystojny.
Chyba zauważył, że przyglądam mu się z uwagą, więc szybko zszedł po schodach zostawiając mnie samą.
***************************************************************************
-Jestem!-przywitałam się z moim bratem.
Usiedliśmy przy biurku w jego gabinecie.
-Chyba znalazłem trop skąd Alexandra miała narkotyki.- jego twarz nie wyrażała nic.
Tak jak Harr'ego.
-Wiesz, że to była dla mnie ciężka sprawa. Nie pamiętasz jak przez to przeszłam?! Nie możemy tego tematu zamknąć raz na zawsze? Mam dość.-wydusiłam z siebie opadając na fotel.
Miałam zapomnieć, kłamałam...
-Czy ty nie rozumiesz, że znów są z nią problemy?- wymamrotał parząc się w listę papierów na biurku.
Zacisnęłam usta w wąską linię.
-A nie uważasz, że za dużo marnujemy czasu aby jej pomóc? Pomagaliśmy ile się da. Podziękowała Ci chociaż raz? Powiedziała Ci jak bardzo jest ci wdzięczna?-cisza. Chyba naruszyłam jego czuły punkt.
Podniósł się z krzesła opierając ręce o blat stołu.
- Posłuchaj Lex zrobię wszystko, żeby Ci ludzie którzy są za to odpowiedzialni zapłacili za to co stało się mojej siostrze. Głównym powodem tej organizacji było zwalczanie dilerów i dostawców. To jest NASZA praca. Złapaliśmy tylko jakiegoś przyjaciela tych dilerów. Nic nie chciał powiedzieć. Pracujemy nad tym dniami i nocami, a ty nagle mówisz mi że marnujemy na to zbyt wiele czasu? TO JEST nasza praca Lex. Pogódź się z tym.-po zakończeniu usiadł na krześle.
Tyle w temacie. Wkurzona wróciłam do własnego mieszkania. Zapowiada się genialnie mam sąsiada ćpuna. Minęła tak godzina. Z torby wyjęłam czarne legginsy i czarną bokserkę. Poszłam do toalety, przebrałam się i zrobiłam sobie delikatne kreski. Włożyłam trampki. W szpilkach chodzę tylko na siłę. Zarzuciłam białą marynarkę i czarną, skórzaną torbę. Rozejrzałam się po mieszkaniu, żeby się upewnić, że niczego nie zapomniałam. Wyszłam za drzwi zamykając je na klucz. Na klatce spotkałam mojego sąsiada.
-Hola, hola gdzie idziesz?-zapytał bez uczuć
-Do pracy. Tak wogóle jestem jestem Lexi'e.-podałam mu rękę, na co prychną
Postaraj się go zrozumieć...
Wziął głęboki oddech.
-Ja Harry.-wymamrotał wkładając sobie papierosa do ust, trzymającego wcześniej w ręce.
Ładne imię...
-Czym się zajmujesz? -zadał pytanie
Przecież mu nie powiem..
-Pracuje w punkcie informacji.-pokiwałam głową.
Przekręcił głowę na bok i zamknął oczy.
Bez tego metalu na twarzy mógłby być całkiem przystojny.
Chyba zauważył, że przyglądam mu się z uwagą, więc szybko zszedł po schodach zostawiając mnie samą.
***************************************************************************
-Jestem!-przywitałam się z moim bratem.
Usiedliśmy przy biurku w jego gabinecie.
-Chyba znalazłem trop skąd Alexandra miała narkotyki.- jego twarz nie wyrażała nic.
Tak jak Harr'ego.
-Wiesz, że to była dla mnie ciężka sprawa. Nie pamiętasz jak przez to przeszłam?! Nie możemy tego tematu zamknąć raz na zawsze? Mam dość.-wydusiłam z siebie opadając na fotel.
Miałam zapomnieć, kłamałam...
-Czy ty nie rozumiesz, że znów są z nią problemy?- wymamrotał parząc się w listę papierów na biurku.
Zacisnęłam usta w wąską linię.
-A nie uważasz, że za dużo marnujemy czasu aby jej pomóc? Pomagaliśmy ile się da. Podziękowała Ci chociaż raz? Powiedziała Ci jak bardzo jest ci wdzięczna?-cisza. Chyba naruszyłam jego czuły punkt.
Podniósł się z krzesła opierając ręce o blat stołu.
- Posłuchaj Lex zrobię wszystko, żeby Ci ludzie którzy są za to odpowiedzialni zapłacili za to co stało się mojej siostrze. Głównym powodem tej organizacji było zwalczanie dilerów i dostawców. To jest NASZA praca. Złapaliśmy tylko jakiegoś przyjaciela tych dilerów. Nic nie chciał powiedzieć. Pracujemy nad tym dniami i nocami, a ty nagle mówisz mi że marnujemy na to zbyt wiele czasu? TO JEST nasza praca Lex. Pogódź się z tym.-po zakończeniu usiadł na krześle.
Obiecałam nie płakać, zapomniałam.
Zaszkliły mi się oczy. Policzyłam do dziesięciu i wzięłam głęboki oddech.
Wdech, wydech, wdech.....
-Dobrze, co odkryłeś?- zapytałam twardo.
Boimy się pamiętać, jednak nie chcemy zapomnieć....
_________________________________________________________________________________
Witajcie czytelnicy,
Przeczytaliście 1 rozdział, na który czekaliście około miesiąca. Pamiętajcie, że każdy komentarz motywuje do pisania oraz pomaga mi, gdy mam doła. Wiem, że przynajmniej pisząc, kogoś uszczęśliwiam. Zachęcam także do pisania w komentarzach co może się dalej wydarzyć, ponieważ daje mi to nowe pomysły na dalszą realizację tego bloga.
Dziękuję
