piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 2

-W twojej kamienicy coś mi się nie podoba. Masz zadanie.-powiedział krótko Andrew
Jak zawsze.
-Co mam robić?- zapytałam oczekując szybkiej odpowiedzi
-Wejdziesz w ich towarzystwo. Ustalisz czy są dilerami, czy nie.- spojrzał na mnie z pod oka.- Co tak się patrzysz jakbyś zawał przeżyła?! Uśmiechnij się.
Próbowałam się uśmiechać.
A może właśnie przeżywam zawał? Tylko, że psychiczny.
-No dobrze.-wzięłam głęboki wdech i wyszłam z jego gabinetu.
Szłam przez krótki korytarz, aż dotarłam do wielkiego holu. Wszędzie włóczyli się pozostali ludzie od podobnych spraw.
Więc dlaczego ja muszę się tym zajmować?
Szłam dalej zamyślona, gdy nie wpadłam na mojego znajomego z pracy.
-Idziesz na strzelnicę?-zapytał nie przejmując się, że na niego wpadłam.
Pokiwałam głową na tak.
-Co się stało? Mów.-powiedział, gdy weszliśmy do windy.
Winda zamknęła za nami drzwi. Powoli zjeżdżaliśmy na dół na piętro -6. Przez chwilę zastanawiałam się, czy warto wspominać komuś o moich problemach. Musi dotrzymać tajemnicy zawodowej, więc to też się do tego zalicza.
-Czemu ja muszę brać w tym udział? Ja już mam dość. Kocham Alex, ale już i tak zbyt wiele namieszała mi w życiu.- wyżaliłam się, patrząc na jeden punkt na drzwiach windy.
-Ludzie za których oddałabyś wszystko, prędzej czy później spierdolą Ci życie.-powiedział kiwając głową.
Westchnęłam. Miał całkowitą rację. Winda otworzyła się bezszelestnie. Weszliśmy do szatni strzeleckiej i zostawiliśmy tam rzeczy. W moim wypadku była to biała marynarka i czarna, skórzana torba. Udaliśmy się do magazynu sprzętów.
-Witajcie! Jakiego podać?-zapytał facet którego imienia nawet nie znałam
-Ten co zawsze.-wymamrotałam.
-Może dzisiaj pani spróbuje pistoletu FN Five-seveN?-zapytał z wielkim entuzjazmem
-Może być.- zabrałam od niego rzeczy i udałam się nator strzelecki.
Przed wejściem na 6 założyłam słuchawki. Oddałam 5 strzałów. Żaden nie okazał się celny w 10.
-Tracisz formę.- usłyszałam szept przy uchu.
To tylko moja wyobraźnia. 
Koniec na dziś. Odłożyłam sprzęt, zbierając swoje rzeczy z szatni.
************************************************************
Usłyszałam pukanie do drzwi. Czyżby sąsiad z ciastem chciałby mnie przywitać? Wstałam pełna energii i z hukiem otworzyłam drzwi.
Wyobraziłam sobie chyba zbyt wiele.
Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam Harrego. Wydaje mi się to naprawdę dziwne.
-Mogę w czymś pomóc?-zapytałam, żeby nie wyjść na jakiegoś snoba
-Wychodze.-informacja ta zmieniła moje życie
-Wow.-wymskneło mi się, po czym zostałam zgładzona wzrokiem przez niego
Chwycił klamkę i zatrzasną mi moje drzwi przed nosem. Dalej było słychać głuche tupnięcia wynikające z odbijających się butów o kafelki klatki schodowej. 
Co za człowiek.
Dobiegł mnie dźwięk dzwoniącej w kuchni komórki. Ruszyłam biegiem, jakbym była na maratonie. Nacisnęłam 'odbierz' i 'głośnik' po czym zaczęłam się z siebie śmiać.
-Lexie opanuj się dziecko. Czemu nie odebrałaś ode mnie wcześniejszego telefonu? Bóg wie co tam robisz...-zaczęła moja mama
-Po co dzwonisz?-zapytałam ją, bo wiedziałam, że jak będzie kontynuowała wprowadzi swój najdłuższy monolog.
-Matce się nie przerywa, Lex. Mogłabyś przyjechać?-zapytała nagle.
-Teraz?-nie spodziewałam się jej pytania.
-Tak, proszę.-poprosiła.
-Już jadę.- zakończyłam tą konwersację.
Ubrana dokładnie w to samo, w czym byłam w pracy, wyszłam z mieszkania. Zbiegłam po klatce i wyszłam na dwór. Rozejrzałam się po parkingu, próbując przypomnieć sobie gdzie zaparkowałam moje auto. Cechą charakterystyczną było brak czarnego Mercedesa spod bloku. 
Pewnie to był samochód Harrego.
Szybko odszukałam swoje auto i odjechałam.
************************************************************
-Co się stało?-wpadłam do domu.
-Nawet się z ojcem nie przywitasz?-zapytał mnie przechodzący właśnie z holu do salonu mój tata.
Zdjęłam buty i wtuliłam się w jego potężne ramiona. Mimo wieku był nadal przystojnym facetem. Jego uścisk był pełen miłości. Z nikim tak dobrze się nie dogadywałam jak z nim i Andrew'em. Byli kimś w rodzaju przewodnika duchowego. Zawsze mogłam im wszystko powiedzieć. 
-Dziecko umyj ręce. -ten głos nie mógł do nikogo należeć tylko do mojej mamy.
Z nią nigdy mi się wspaniale nie układało. Do dziś zastanawiam się jak to możliwe, że mój ojciec wyszedł za taką kobiętę. Oni są jak 2 inne światy.
Zamieniłam się w posłuszną dziewczynkę mamusi i umyłam ręcę. Weszłam do salonu. Na kanapie siedzieli moji rodzice, tata trzymał moją mamę za ręcę. Chyba próbował ją pocieszyć. Serce krajało mi się na ten widok.
-Coś się stało?-zapytałam poważnie.
-Nie, a właściwie tak.-zaczęłam moja matka, cała się trzęsła.
-Alex wyszła z domu, powiedziała, że nie wróci tak szybko. -zwariuję przez nią.
Tylko Alex, Alex i Alex. Ja bym ją dawno z domu wyrzuciła, ale to nie ja o tym decyduje.
-No dobra. Ale jak wyszła? Piechotą sobie poszła?-zapytałam trzęcąc się ze złości.
-Jakieś czarny Mercedes stał od kilku minut pod naszym domem. Wsiadła do niego i pojechała.-powiedział tato
Chwila, chwila...
Czarny Mercedes?!
_________________________________________________________________________________
WESOŁEGO NOWEGO ROKU!
SPÓŹNIONE NO I CO?!
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU ^^
Julka xx
P.S.Komentujcie :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz